Strona główna
MAGRA
wczasy nad morzem

Ilość odwiedzin

745409

Ilość odsłon

1109567

 

Archiwum bloga

 

Etykiety

Ania z Zielonego Wzgórza (1)

Maja w ogrodzie  (1)

Pokoik na poddaszu (1)

Sendom domy drewniane (1)

TVN (1)

bocian (2)

bombki (4)

bombki zdobione koronką (1)

choinka (3)

decoupage (1)

dekoracje (2)

dekoracje z lawendy (1)

dekoracje świąteczne (4)

drzewko bożonarodzeniowe (1)

funkie (1)

hosty (1)

jogurt (1)

koronka (2)

krowa (1)

lawenda (1)

mleko (1)

mój dom (1)

ocet własnej roboty (1)

ogród (3)

ozdoby choinkowe (1)

ozdoby świąteczne (1)

polskie zioła (1)

prezenty (4)

pszczoły (1)

rośliny (3)

serki (1)

telewizja (1)

transfer (1)

twaróg (1)

upominki (2)

zdrowe żywienie (1)

zima (2)

święta (3)

święta  (1)

 

Mapa odwiedzin

 

Strony, które lubię odwiedzać

Jagodowy zagajnik

Green Canoe

Arte Ego

Słowiańska 7

Malowany kokon

Au Pays Des Merveilles

Efektowny ogród

Betform-art

Deccoria

 

26 wrzesień 2017 - Zabawy na koniec lata

Nie jest mi smutno, że lato się skończyło- przecież idzie równie piękna jesień. Jednak jest w końcu lata jakaś nostalgia. Znowu będziemy czekać na zielone listki, na kwiaty, na ptaki, na ciepło. Jeszcze wszystko jest, ale już nie tak oczywiste jak w lipcu czy sierpniu. Doceniam teraz każdy promień słońca, każdy dzień bez wiatru. Ziemia zaczyna pachnieć inaczej- urodziła co było do urodzenia i spełniona oddaje wszystko co tylko zechcemy wziąć, wkrótce odpocznie. Zaczyna się wielki bankiet. Wszystkiego obfitość. Zbieram, chomikuję. Nie mogę się nadziwić- tyle wszystkiego…

Ale chcę też zatrzymać lato. Jest pewien sposób. Znam go od czasu, kiedy zdarzyło mi się być we Florencji. Zachwyciły mnie wtedy woskowe tabliczki. Przy kościele Santa Maria Novella jest sklep (perfumeria, apteka), gdzie sprzedawane są słynne florenckie tabliczki (tavolette di cera profumate Santa Maria Novella). Zachwyciły mnie, ale nie kupiłam, bo chyba nie były tanie do bólu i stwierdziłam, że mogę się pokusić o zrobienie podobnych. I zapomniałam. Dopiero teraz zaglądając na moją ulubioną, pełną inspiracji stronę (herbiness.com) Ines przypomniała mi o zabawie z woskiem, płatkami kwiatów, owocami, gałązkami i eterycznymi olejkami. Bo woskowe tabliczki nie tylko mają cieszyć oczy, ale powinny też pachnieć latem.

Nie miałam foremek więc wykorzystałam jakieś dziwne plastikowe pudełka, z których trudno było wyjąć zastygły wosk, ale się udało. Zrobiłam też świecznik w szklanej miseczce i taki jakiś placek, dla którego formą była miska wielkości głębokiego talerza.

No chyba bym się rozchorowała gdybym nie zatopiła w wosku kawałeczków koronki.

A tak wyglądają oryginalne florenckie tabliczki. Na zdjęciu poniżej opieram się o takie tam drzwiczki florenckiego kościoła Santa Croce

Bardzo przyjemnie można się bawić komponując swoje własne, letnie woskowe tabliczki. Jest to też dobry pomysł na pachnące świerkiem ozdoby bożonarodzeniowe. Już mi chodzi po głowie aby kupić silikonowe foremki do muffinek (są okrągłe i gładkie) i zatapiać w wosku małe szyszki, gałązki iglaków, anyż, plasterki suszonej cytryny itp. To może być bardzo fajny upominek świąteczny.

Proszę zobaczyć jakie to łatwe jak się ma silikonowe foremki https://youtu.be/EykxmI2gI8c

Taaaakie ryby złowiły się tego roku. Że amury to jasne, bo przecież je wpuszczaliśmy kilka lat temu, ale skąd węgorz?

Plony- tak nazywało się jedno z największych świąt dawnych Słowian obecnie znane jako dożynki (to takie chyba brzydkie słowo?). Plony obchodzono w czasie jesiennej równonocy. Było to święto poświęcone Matce Ziemi, naszej żywicielce i życiodajnemu Słońcu. Obrzędy plonów niewiele zmieniły się do dzisiaj tyle, że nie obchodzi się ich już nad świętymi jeziorami i w świętych gajach.

„Najważniejszym rekwizytem obrzędów Plonów był i nadal jest upleciony ze ściętych podczas zbiorów zbóż wieniec ozdobiony owocami, orzechami i ziołami. Także owoce leśne, dziko rosnące, jak jarzębinę czy grzyby wykorzystywano do zdobienia świątecznego wieńca. Niosąc go każda lokalna wspólnota obchodziła tańcząc i śpiewając jej uprawne pola. Po czym wieniec składano w podzięce bogom jako dar. Tam gdzie były chramy czy świątynie składano go przed posągami wyobrażającymi bogów. Gdzie chramów/świątyń nie było, wieniec ofiarowywano bogom w świętych gajach. Następnie przy ogniskach odbywały się uroczyste uczty połączone z tańcami i śpiewem. Jeśli sprzyjała pogoda, Plony świętowano kilka dni z rzędu”. (opolczykpl.wordpress.com)

Byłam w tym roku na wojewódzkich obchodach Święta Plonów. Wielka impreza. Ogromny teren przeznaczony pod przeróżne stoiska, wystawy, występy zespołów ludowych, festyny.

Kupiłam jarzębinowe, pyszne wino.

Ale przecież nie po wino tam pojechałam, tylko odebrać to:

Oprócz nagrody, którą dostałam wynagrodziłam się jeszcze sama- wiadomo- roślinkami. Tyle tam było stoisk ogrodniczych, że dostałam oczopląsu. Mam więc nowego cedra libańskiego, dwa hibiskusy bylinowe (nie wiedziałam, że takie istnieją), różę pnącą i rabatową i dwie jabłonie uginające się od owoców (opadły, kiedy wpychaliśmy je do samochodu).

Jak co roku pięknie kwitł mydleniec. Wkrótce przybierze zjawiskowe jesienne barwy.

Zabawa jest również z kiszeniem wszystkiego co popadnie. Kabaczki, cukinia, papryka, jarmuż itp., no i oczywiście robię octy. Nowością są octy z ziół dziurawca i wrotyczu.

Pierwszy raz próbuję kisić kapustę. Na razie tylko próba, bo kapustę kisi się dopiero w październiku.

Grzybowy rok. Nic dziwnego, deszczu nie brakowało. Wychodzę sobie tylko na spacer, a wracam z pełnymi koszami. I znów zabawa w obieranie, przetwarzanie. Nic mnie tak nie cieszy jak rydze z własnego ogrodu. Nie wiem skąd się pojawiły.

Ten piękny obraz z różami dostałam  w prezencie (obrazki z aniołkami też). Znajomy malarz Pani Oli namalował go na Jej prośbę właśnie dla mnie. Jeszcze raz dziękuję Pani Olu.

A tu ktoś szuka przytulnego domu. Przyszedł na początku sezonu, chodził od domku do domku i tak przeżył całe lato na tym co mu goście dawali. A karmili go chyba nieźle, bo z chudego, poranionego  (chyba przez psa) obszarpańca staje się coraz ładniejszym, przyzwoitym kotem. Ale goście pojechali , a on został. My nosimy mu teraz jedzonko, jest odrobaczony, zabezpieczony przed kleszczami i pchłami, uleczony do końca antybiotykiem i coraz piękniejszy. Kiedy chodzimy po ogrodzie on zawsze maszeruje z przodu i nie wiem skąd wie, że właśnie dobrze prowadzi. Bardzo dużo przy tym gada. Szef. Nie mogę wziąć go do domu, bo mamy przecież trzy wredne typy, wątpię aby zaakceptowały nowego kolesia. Już myślimy jaki i z czego zrobić mu bezpieczny i ciepły domek na zimę. A może ktoś go pokocha i przygarnie? Ma piękny kolor futerka srebrno-złoty. Skarb, klejnocik, cudeńko, perełka, niezwykły okaz, koniec reklamy. To po prostu małe samotne życie.

Drzewo na zdjęciu poniżej to perełkowiec, który zakwitł pierwszy raz. Gdybym nie miała głowy w chmurach mogłabym przegapić te dziwne kwiatostany, bo pomimo, że są dosyć duże, to jednak mało widoczne z dołu.

Ten z najeżonymi kulkami to guzikowiec.

Hitem tego lata są wielkie szyszki jodły hiszpańskiej. Niedojrzała, przełamana szyszka wygląda jak egzotyczny owoc.

Kupiłam sobie od znajomego rolnika wałek, czy krążek, czy belę, czy jak to nazwać, siana. Kiedy Pan mi to przywiózł dyrekcja zapytała:

-Chryste Panie na co Ci to?

-Jeszcze nie wiem, ale zawsze chciałam mieć taki wałek.

Jak już widokiem wałka się nacieszę siankiem wyściółkuję nowy permakulturowy (o tym kiedyś napiszę) ogród, który dopiero powstaje.

Teraz jest najpiękniejszy czas na spacery po plaży. Chodzę tam sobie odpocząć od wszystkiego i wcale nie obchodzą mnie ogromne owoce dzikiej róży rosnącej na wydmach. Nie będę jej zbierała, chcę chodzić boso po piasku i wodzie, słuchać szumu fal, przyglądać się glonom, kamieniom, muszelkom, zaglądać za horyzont. Nie będę zbierała dzikiej róży, nawdycham się jodu, zapatrzę się w niebo, pomyślę o niczym, zapomnę o świecie, w szałasie z patyków posiedzę… … … nazbierałam, eh.

Jeśli nawet pogoda pozwala zapomnieć o schyłku lata, to przelatujące klucze żurawi, dzikich gęsi i kaczek co chwilę o tym przypominają. Jest w tym podniebnym jazgocie zapowiedź następnej pięknej pory roku. I dobrze. Kto się dobrze bawił latem powita nowy czas bez żalu.

Właśnie się przeziębiłam chodząc boso po wodzie. Dobrze, że mam nalewkę z dzikiej róży {#emotions_dlg.mniam}

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

17 lipiec 2017 - Kto widział pszczołę?

Takie pytanie zadałam w czerwcu wielu osobom. Pytałam dlatego, że ja sama nie widziałam w tym roku pszczoły. Ktoś powiedział, że jedną widział, inni próbowali sobie przypomnieć, jednak większość stwierdziła, że nie widziała.

Pomyślałam więc, że zapytam znajomego pszczelarza, który o tej porze roku zawsze sprzedawał swój miód na darłowskim targowisku. Yyy…nie stoi w tym roku. Spytałam więc innej osoby mającej pasiekę. Nie była zadowolona, stracili w tym roku sto uli. Pszczoły po prostu zniknęły.

Czyżby nasz rejon został dotknięty zjawiskiem, które pszczelarze na całym świecie, bez względu na szerokość geograficzną obserwują, a które to zjawisko nazwane zostało masowym ginięciem pszczół (CCD)? Ule pustoszeją zwykle nocą, pszczoły nagle wylatują z nich i już nie wracają. W polskich pasiekach problem zauważalny jest od kilku lat. I nie wiadomo co konkretnie jest przyczyną CCD. Prawdopodobnie jest ich kilka i jeśli występują łącznie, pszczoły zaczynają ginąć. Te główne powody to skażenie środowiska, stosowanie chemii w rolnictwie, zmiany klimatyczne, choroby pszczół, a nawet promieniowanie emitowane przez telefonię komórkową.

Środki ochrony roślin, to chyba jednak podstawowa przyczyna ginięcia pszczół. Czy jest sens wspomagać rośliny a zatruwać pszczoły? Przecież to reakcja zwrotna- trując pszczoły chemikaliami one giną więc nie zapylają skutecznie pól uprawnych. Czy rolnictwo niby takie nowoczesne i innowacyjne przetrwa długo bez zapylania pszczelego? Produkcja 1/3 żywności (90% owoców i warzyw) zależy od zapylania przez owady, głównie przez pszczołowate. Na stronie www.ekologia.pl przeczytałam, że w Polsce co sekundę ginie 105 pszczół.

Martwi mnie to. Ogród od wiosny jest gotowy na pszczoły a ich nie ma. Chodzę między kwiatami i wypatruję…

Tak pięknie wabi pszczoły kolkwicja chińska.

A to stewarcja kameliowata. W lasach Azji jest to drzewo dorastające do 20 metrów, u nas do 6.

 

Mój krzaczek ma na razie ok. 2 metry. Kwiaty o średnicy 8 cm są twarde w dotyku jakby były z wosku.

 

Ale najbardziej zapraszał pszczoły dereń kousa, który zawsze pięknie kwitnie, ale w tym roku przeszedł samego siebie. Naprawdę zachwycał. Nie było wyjścia, musiałam ustanowić nowe święto- święto kwitnącego derenia.

Dwa lata temu przeczytałam powieść science fiction pt. „Historia pszczół”. Jeden z wątków akcji toczy się w 2098 r. w Syczuanie, gdzie w pozbawionym pszczół świecie chińscy pracownicy od rana do wieczora pędzelkami zapylają drzewa owocowe. Kilka dni temu obejrzałam film dokumentalny pt. „Więcej niż miód” i okazuje się, że nie jest to science fiction, że są już na terenie Chin wielkie obszary bez pszczół i ręczne zapylanie jest faktem. Pszczoły uważa się obecnie za gatunek zagrożony wyginięciem. https://www.cda.pl/video/13199062d

Posadziłam kilka lat temu na trawniku malutką sosnę. Ma ładny, zwarty pokrój, ale rośnie powoli i ma dopiero około metra wysokości. Jesienią stanęłam sobie przy niej i pomyślałam, że chyba ją gdzieś przeniosę a na to wyeksponowane miejsce wsadzę jakąś atrakcyjniejszą roślinkę. Musiała się tych moich myśli bardzo przestraszyć, bo tej wiosny „urodziła” przecudnej urody niebieskie szyszki. Ich kolor był tak intensywny, że z daleka przyciągał wzrok. Cwaniara! Żadne przesadzanie nie wchodzi już w grę.

Kwitnąca czeremcha.

Tu ogród w deszczu.

I w słońcu.

Bzy kwitły u nas tego roku bardzo późno. Czekałam niecierpliwie na kwiaty, bo zimą wyczytałam w Internecie, że robi się z nich pyszną, pachnącą herbatkę (tak jak z wierzbówki). To prawda. Herbatka bardzo mi smakuje. Polecam.

I żaby się modlą o pszczoły.

Uczta dla oczu. Dostałam tego świerka (odmiana Jan Byczkowski) w prezencie (Małgosiu dziękuję!). Posadziłam go trochę niefortunnie, za blisko ścieżki do domu, ale nie przytnę tych pięknych gałązek choćbym miała przez nie skakać.

Pora zbierania ziół i robienia pachnących mieszanek na zimowe dni.

Sporo deszczu pada w tym roku więc hosty rosną jak szalone, niestety szaleją też ślimaki. Wieczorami zbieram je do wiaderka i wynoszę daleko na łąkę. Syzyfowa praca, bo ciągle ich pełno.

Trzymam w ręku łyżeczkę miodu (jestem miodomaniakiem). Jedna pszczoła przez całe swoje życie (żyje 3-5 tygodni) jest w stanie wytworzyć właśnie tyle miodu. Jedna łyżeczka- jedno życie. Podczas jednego „kursu” po nektar pszczoła odwiedza 50-100 kwiatów. Aby zebrać nektar na jeden kilogram miodu pszczoły muszą odwiedzić ok. 4 mln kwiatów! Ile żyć mieści się w litrowym słoiku? Zawsze ceniłam miód, ale od kiedy to wiem cenię jeszcze bardziej.

O produktach pszczelich (miód, pyłek, propolis, pierzga, mleczko) i apiterapii nikt nie mówi ciekawiej niż wielbiciel pszczół prof. dr hab. Ryszard Czarnecki. Ten ponad półtora godzinny wykład naprawdę otwiera oczy. Link do wykładu https://www.youtube.com/watch?v=pGD7z8BJ75g

W Chinach i Indiach nauczono się wytwarzać „miód” bez udziału pszczół. Wyrabia się go z inwertowanych cukrów z barwnikami i dodatkami zapachowymi. Taki „miód”, który nigdy nie widział pszczół jest niebezpieczny. Trudno go odróżnić od naturalnego nawet w dobrze wyposażonym laboratorium. Można do niego dodać 1-2% prawdziwego miodu i sprzedawać jako produkt pochodzący z krajów Unii Europejskiej i spoza niej. SMACZNEGO! Szczególnie gdy poczyta się co to jest cukier inwertowany i jaki ma wpływ na zdrowie. Okazuje się, że nie tylko w Chinach się go używa, u nas również wykorzystywany jest do produkcji galaretek, dżemów, cukierków, czekolady, likierów, piwa, pieczywa i innych produktów. Powoduje niealkoholowe stłuszczenie wątroby, insulinooporność i cukrzycę typu 2, otyłość, próchnicę, choroby serca, nowotwory przełyku, jelita i piersi, zespół nieszczelnego jelita i przewlekły stan zapalny. Więcej o cukrze inwertowanym tutaj: http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/co-jesz/czy-cukier-inwertowany-jest-zdrowy-wlasciwosci-i-zastosowanie_44665.html

Nadeszły więc czasy, w których każda świadoma rodzina powinna mieć swojego zaufanego pszczelarza i tylko u niego zaopatrywać się w prawdziwy, bezpieczny i zdrowy miód. Ja mam! Ja mam! Ja mam! {#emotions_dlg.happy}

Polska ma bardzo małe spożycie miodu. Różne statystki różnie podają od 0,27 do 0,6 kg na osobę rocznie. U Niemców jest to 2,5 kg. Ja odkąd zrezygnowałam z białego cukru i przetworzonej żywności używam bardzo dużo miodu (w spadziowym się kocham) więc te statystyki to absolutnie nie o mnie. Nie mogę sobie przypomnieć gdzie czytałam, ale zapamiętałam, że w okresie międzywojennym na jednego mieszkańca przypadało (w Polsce) kilka kg miodu. Czy teraz jemy mniej słodko? Pewnie, że nie, tylko zdrowy miód zastąpiony został cukrem, syropem glukozowo-fruktozowym, sztucznymi słodzikami czy takimi diabelskimi wynalazkami jak cukier inwertowany (dodaje się do niego kwas solny-tfu!).

Najbardziej dziwi mnie to, że obecnie większą uwagę skupia się na zbudowaniu robotów- pszczół (są już prototypy dronów zapylających- fuj!) niż na ratowanie istniejących żywych pszczół. Czy wtedy zwykły rolnik będzie słono płacił za usługę zapylenia dronem? A może sam będzie biegał z pędzelkiem? Może być też tak, że rolników już wtedy nie będzie- pozostaną same korporacje. A może o to właśnie chodzi pewnym grupom ludzi? Przecież kto kontroluje żywność, kontroluje wszystko.

Już od dawna czuję, że ta chciwa cywilizacja zmierza ku przepaści. Postęp bez poszanowania przyrody nie może skończyć się dobrze.

Einstein powiedział ponoć, że gdy zginie ostatnia pszczoła ludzkości pozostaną tylko 4 lata życia. Oby się chłopina mylił.

U mnie na szczęście, na razie jeszcze sytuację uratowała…lawenda. Pszczoły na lawendowym polu pojawiły się nie w takiej ilości jak w poprzednich latach, ale jednak są. Dobrze jest je widzieć i słyszeć. Może nie będzie tak źle…

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

Do góry


Strona główna :: Domki Apartament :: Ogród i okolica :: Pasje Marzeny Galeria :: Kontakt :: Cennik :: Opinie :: Kalendarz :: Prawie jak blog

MAGRA