Strona główna
MAGRA
wczasy nad morzem

Ilość odwiedzin

851649

Ilość odsłon

1410378

 

Archiwum bloga

 

Etykiety

Ania z Zielonego Wzgórza (1)

Maja w ogrodzie  (1)

Pokoik na poddaszu (1)

Sendom domy drewniane (1)

TVN (1)

TVP (1)

bocian (2)

bombki (4)

bombki zdobione koronką (1)

choinka (3)

decoupage (1)

dekoracje (2)

dekoracje z lawendy (1)

dekoracje świąteczne (4)

dekoracje świąteczne w ogrodzie (1)

drzewko bożonarodzeniowe (1)

funkie (1)

hosty (1)

jogurt (1)

koronka (2)

krowa (1)

lawenda (1)

mleko (1)

mój dom (1)

ocet własnej roboty (1)

ogród (3)

ogród w święta (1)

ozdoby choinkowe (1)

ozdoby świąteczne (2)

polskie zioła (1)

prezenty (4)

pszczoły (1)

rośliny (3)

serki (1)

telewizja (1)

transfer (1)

twaróg (1)

upominki (2)

zdrowe żywienie (1)

zima (2)

święta (4)

święta  (1)

 

Mapa odwiedzin

 

Strony, które lubię odwiedzać

Jagodowy zagajnik

Green Canoe

Arte Ego

Słowiańska 7

Malowany kokon

Au Pays Des Merveilles

Efektowny ogród

Betform-art

Deccoria

Foto-Gilarski - wszystko o gołębiach

 

4 lipiec 2019 - (za) Mała kraina szczęśliwości

Oto miejsce, które ukradło mi całą wiosnę. Jest to jak pi razy oko policzyła Dyrekcja, 150 metrów po prawej stronie drogi i 700 po lewej przeznaczone pod ogród warzywny. Lawendowe „pole” wlicza się w ten ogród, bo stanęła na nim 12 metrowa szklarnia (raczej poliwęglanka, ale to przecież brzmi okrutnie) i trzy skrzynie wypełnione ziemią przeznaczone na rośliny takie jak np. bataty. Ponieważ w zeszłym roku wszystko w permakulturowym ogrodzie rosło pięknie postanowiłam kontynuować.

Nie mogłam się doczekać, kiedy zrobi się na tyle ciepło, by przenieść moje chude i krzywe pomidorki wyhodowane na parapecie do nowej szklarenki i do gruntu a też, żeby wysiewać nasionka na rozsadnik. Końcówka kwietnia była bardzo ładna więc diabeł mnie podkusił, że to już czas. A potem przyszedł zimny maj (przeczytałam, że najzimniejszy od 28 lat) i roślinki wschodziły owszem, ale wydawały mi się jakieś takie biedne, zmarznięte i że wszystko dzieje się bardzo powoli. 7 maja stanęła szklarnia. No nie sama stanęła, Piotrek i Tomek składali ją chyba trzy dni klnąc siarczyście (tylko Piotrek), bo w instrukcji napisano, że jedna osoba skręci wszystko w 4 godziny, a dwie osoby w 2 godziny. Patrzyłam niecierpliwie i pomyślałam sobie, że samotna kobieta nie ma szans na posiadanie takiego przybytku szczęścia, bo nigdy by tego krzywego dziadostwa nie zmontowała. Ale już stoi mocno przytwierdzona do ziemi, żeby przy naszych silnych wiatrach, szczególnie zimą nie odleciała w zaświaty.

Posadziłam pomidory, które do tej pory hartowałam na tarasie na półce owiniętą folią szklarniową, a która to półka stała się legowiskiem dla kotów. Kładły się tam nawet na sadzonki. Bywało, że na każdym piętrze rezydował jeden darmozjad.

Dopiero po 20 maja zdecydowałam się wsadzić pomidory do gruntu i… nie podlałam ich. Niektóre były tak małe i słabe, że miałam duże wątpliwości, czy coś z nich będzie.

Dzisiaj jest 4 lipiec i widzę, że dały sobie radę świetnie choć suszę mamy niesamowitą (ze dwa razy od czasu posadzenia padał deszcz, ale nie za obfity niestety).

Tej wiosny najczęściej fotografowałam cudowny duet: świerk kaukaski i wiśnię japońską.

A tymczasem pomidory rosły…

Wszystkiego pilnował rudy kot


Cudownie upilnował truskawki, bo były słodziutkie, pyszne i duuużo.

O proszę jak sałatę ochronił przed ślimakami.

Prawie jak lew.

Zrobiłam doświadczenie. Wydzieliłam w permakulturowej części małe poletka i sypnęłam na nie nasionka, które wzięłam z mojej kuchni: fasolę czarną, adzuki i mung, soję, soczewicę, ostropest, siemię lniane, gorczycę, amarantus, nasiona chia (szałwia hiszpańska) i coś tam jeszcze. Po rzuceniu nasion przykryłam je świeżo koszoną trawą. I wszystko wzeszło. {#emotions_dlg.clap}

Tu młode siewki ostropestu i fasolka mung.

Plastikowa skrzyneczka ciągle wypełniona jest jakimś kotem.

Derenie jak co roku piękne.{#emotions_dlg.bravo}

A pomidory rosły…

Tutaj prawa strona ogrodu tzw. rozsadnik.

Pierwsze plony przechodzą próbę kontroli jakości.

Za gęsto wszystko posiałam. Przerywam teraz buraczki, marchew, pietruszkę itp. Mam więc botwinkę i produkty na różne zupki wiosenne.

Dostałam od synka piękną książkę „Ogród przy dworze wiejskim” Edmunda Jankowskiego wydaną w 1888 r. (wznowienie). Nie dość, że pisana jest pięknym językiem staropolskim, to jeszcze zawiera cenne rady i opisy jak uprawiać rośliny w ogrodach warzywnych, ozdobnych i sadach oczywiście bez użycia wszechobecnej teraz chemii.

Czytamy tę książkę razem z Wiruskiem. On umie czytać do góry nogami, a ja nie.

Taki fragment:

„Praktyka uczy, że na potrzeby wiejskiego dworu, wystarcza najzupełniej ogród cztero-lub pięcio- morgowy (rozumieć tu zawsze będziemy morgi trzystu- prętowe). Znajdzie się w nim dosyć miejsca na ogródek spacerowy, zdobny w piękne drzewa i zielone trawniki przybrane kwieciem, na warzywnik z inspektem i szklarniami, na sad, ba, nawet na ogródek francuzki i szkółki. Wszystkie potrzeby na tej przestrzeni zaspokoić można, jeśli ją dobrze zużytkować, a co najważniejsza, cały ten ogród można niezbyt dużym kosztem w należytym stanie utrzymać. Potrzebny jest do tego jeden, lecz sumienny i zamiłowany w swym zawodzie ogrodnik, dwóch chłopców i kilku ludzi najemnych, stale w ogrodzie pracujących, a nadto koń jeden lub para osłów”.

Postanowiłam sprawdzić ile morg (czy mórg, czy morgów) ma nasz cały teren. No i co to jest morga?

Słownik geograficznego Królestwa Polskiego podaje taką definicję: „Morg, morga z niemieckiego morgen (ranek) jest to obszar ziemi jaką jeden człowiek może w ciągu dnia (do południa) skosić lub zaorać. Rozmiary morga były rozmaite; każda prowincya miała swą miarę. Mórg nowy polski, mający trzysta prętów obejmuje 56,17 ara”.

Przy pomocy Dyrekcji obliczyliśmy, że mamy 5,60 morga (czy mórg, czy morgów), a więc... gdzie jest mój ogrodnik sumienny i zamiłowany w swym zawodzie, dwóch chłopców i kilku ludzi najemnych stale w ogrodzie pracujących no i gdzie jest mój koń lub para osłów?{#emotions_dlg.beczy}{#emotions_dlg.beczy}{#emotions_dlg.beczy}

Fioletowe ziemniaki mają fioletowe kwiatki.

Wszyscy jedzą: motylki jedzą nektar, biedronka je mszyce, Rudzik najpierw długo wąchał szczypiorek po czym stwierdził, że będzie jadł i zjadł.

Biedne są hosty w tym sezonie. Palące słońce poniszczyło im liście i bardzo potrzebują deszczu.

Kwietna łąka.

Arcydzięgiel Likwor

Teraz moją ulubioną zabawą jest robienie sałatek lub zup z tego co przyniosę z ogródka.

Chryzantema jadalna. Można zjadać liście i płatki kwiatów.

Piękny jarmuż toskański (nero di toscana).

Kapusta olbrzymia nie zawiązuje główki tylko rośnie prosto do góry i może urosnąć taka długa jak ja, a nawet większa. Liście obrywa się w miarę potrzeby i wykorzystuje jak każdą kapustę. Są bardzo mięsiste i aksamitne w dotyku.

Batat, listki na razie ładnie rosną, ale czy wyklują się bulwy?

Już jesienią przeczuwałam, że będzie ciasno w moim ogrodzie więc zaczęłam ściółkować następny kawałek ziemi. W przyszłym roku będzie się już można tam wprowadzać.{#emotions_dlg.tancze}

Idę teraz odprawiać jakieś rytuały, żeby spadł deszcz. Jak mi nie wyjdzie to się chyba ususzymy. Mały staw już całkowicie wysechł a to bardzo zły znak. Muszę więc zaklinać deszcz, nie ma wyjścia.{#emotions_dlg.girl_witch}

A pomidory rosną…{#emotions_dlg.upup}

{#emotions_dlg.goodbye}{#emotions_dlg.goodbye}{#emotions_dlg.goodbye}

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

 

20 kwiecień 2019 - I znowu są wesołe święta

Życzę wszystkim jak zwykle radosnych, pogodnych, spokojnych i rodzinnych Świąt.

Moją największą radością tej wiosny były znalezione w ogrodzie…SMARDZE. Nigdy nie widziałam prawdziwego smardza, znałam te, jak mówią niektórzy, polskie trufle tylko ze słyszenia. Wiedziałam jak wyglądają, ale nawet mi się nie marzyło, że wyrosną w moim ogrodzie. Nie, no raz mi się zamarzyło, ale nie przypuszczałam, że się to marzenie spełni. Na razie wyrosło sześć sztuk. Pierwszego usmażyłam na maśle i podzieliłam na nas troje. {#emotions_dlg.beczy}

Nigdy nie jadłam smardzy, ale ta homeopatyczna ilość wystarczyła, żeby stwierdzić, że są naprawdę pyszne. Cały dom pachniał jednym grzybem. No i czyż ta nasza ziemia zakrzewska nie jest cudowna?! Takie niespodzianki sprawia.

Druga wielka radość to biedronki. Widzę ich w tym roku naprawdę dużo, jak nigdy. Mam nadzieję, że biedroneczki skonsumują wszystkie mszyce jakie się pojawią.

Radość nr 3: Dobrze jest mieć pomocnika przy wysiewaniu nasion.

Radość nr 4: Pomidorki może i długie i chude, ale jednak mi wyrosły.{#emotions_dlg.mniam}

Wirusek i Teoś upatrzyli sobie miejsce do spania na słoneczku w oknie starego domu. Jak tylko zbliżę się z aparatem zaraz się zrywają, że niby do pracy biegną. To też pomocnicy, tylko sen ich morzy jakoś tak co chwilę, niechcący, przypadkiem, znienacka i nagle.

Piątą radość sprawiła mi Dyrekcja. Domek lawendowy, którzy dotąd był w kolorze jakiejś takiej brązowej bejcy Dyrekcja przemalowała na, wybrany przeze mnie oczywiście, delikatny fiolecik. Teraz to on jest prawdziwie lawendowy. Chwała Dyrektorowi!{#emotions_dlg.upup}

Sprzątając zeszłoroczne liście zdarza mi się wygrzebać jakiegoś śpiocha pogrążonego w marzeniach sennych. Muszę te stworki (głównie żaby i jaszczurki) z powrotem pozawijać w kołderki, żeby się spokojnie wyspały ile trzeba. Teraz już chyba wszystkie się ze snu zimowego pobudziły, bo cieplutko mamy i słonecznie.

Wiosny takiej, że się napatrzeć nie można wszystkim życzę. Ahaa, i smardzów w ogrodzie też życzę.{#emotions_dlg.hejka}

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

 

nowsze   1 2 3 4 5   starsze

Do góry


Strona główna :: Domki Apartament :: Ogród i okolica :: Pasje Marzeny Galeria :: Kontakt :: Cennik :: Opinie :: Kalendarz :: Prawie jak blog

MAGRA