Strona główna
MAGRA
wczasy nad morzem

Ilość odwiedzin

843017

Ilość odsłon

1252855

 

Archiwum bloga

 

Etykiety

Ania z Zielonego Wzgórza (1)

Maja w ogrodzie  (1)

Pokoik na poddaszu (1)

Sendom domy drewniane (1)

TVN (1)

bocian (2)

bombki (4)

bombki zdobione koronką (1)

choinka (3)

decoupage (1)

dekoracje (2)

dekoracje z lawendy (1)

dekoracje świąteczne (4)

drzewko bożonarodzeniowe (1)

funkie (1)

hosty (1)

jogurt (1)

koronka (2)

krowa (1)

lawenda (1)

mleko (1)

mój dom (1)

ocet własnej roboty (1)

ogród (3)

ozdoby choinkowe (1)

ozdoby świąteczne (1)

polskie zioła (1)

prezenty (4)

pszczoły (1)

rośliny (3)

serki (1)

telewizja (1)

transfer (1)

twaróg (1)

upominki (2)

zdrowe żywienie (1)

zima (2)

święta (3)

święta  (1)

 

Mapa odwiedzin

 

Strony, które lubię odwiedzać

Jagodowy zagajnik

Green Canoe

Arte Ego

Słowiańska 7

Malowany kokon

Au Pays Des Merveilles

Efektowny ogród

Betform-art

Deccoria

Foto-Gilarski - wszystko o gołębiach

 

7 listopad 2018 - Magiczne ognie tej jesieni.

Dla mnie jesień zawsze jest piękna, ale ta tegoroczna...no po prostu czysta magia. Chyba dlatego przypomniała mi się zjawiskowa piosenka śpiewana w latach 80 przez Grażynę Łobaszewską. Już wtedy bardzo mi się podobała. Choć jako nastolatka w głowie miałam fiksum dyrdum na inne tematy niż zachwycanie się jesienią. Piosenki "Magiczne Ognie" mogę słuchać na okrągło, Pani Grażyna śpiewa ją naprawdę przepięknie. Ktoś jeszcze pamięta? https://www.youtube.com/watch?v=QJO-2v8x6SM.
Teraz im jestem starsza tym bardziej nie mogę się napatrzeć na cuda, które dzieją się w przyrodzie. Jakie światło, jakie kolory...czary. Gdybym tak umiała robić zdjęcia jak nie umiem...
Ta długa i ciepła jesień zaczarowała drzewa jak nigdy. Nie pamiętam, żeby czeremcha przebarwiała się tak malowniczo. Kiedy stała się żółto-złota byłam zachwycona i myślałam, że to już wszystko, ale po kilku dniach przebrała się w czerwoną sukienkę a później jeszcze w purpurę i w końcu stworzyła niezwykły, piękny dywan na ziemi.

Czwartego listopada zebrałam jeszcze koszyk grzybów (oczywiście nie wychodząc za płot). Opieńki, maślaki, kozaki. Od połowy sierpnia co trzeci dzień miałam kosz grzybów, a wieczorem zajęcie z obieraniem. Suszyłam, mroziłam, marynowałam. Skąd tyle grzybów przy takiej suszy? Nie wiem. I jakby tego było mało raz nawet potoczyłam się do prywatnego lasu mojej koleżanki na opieńki. Jak zobaczyłam ile ich jest...zatrzęsienie. Troszkę tylko zebrałam, zrobiłam zdjęcia, pooddychałam lasem i poszłam sobie.
 

A te jakie piękne.
 

Pracując w ogrodzie zakolegowałam się z małym, rudym ptaszkiem. Wcale się mnie nie boi, podchodzi naprawdę blisko. Zbudowałam mu domek na zimę (a właściwie dwa do wyboru).
 

O! Ktoś tu próbuje sobie coś pozyskać zanim zawartość wiaderka wyląduje w kompostowniku.
 


Ciągle zbieram jeżyny i maliny, dziwne to chyba w listopadzie?
 


Dopiero "ogarnęłam" pomidory. Woziłam je z ogródka taczkami (trzy razy). Wszystkie parapety w domu były i jeszcze są zapomidorowane. Z zielonych zrobiłam dżem (szału nie ma) i sałatkę. Kroiłam, mroziłam- nie kupię pomidorów przez całą zimę.


A fasola jaka mi wyrosła!!! Na talerzyku jest "normalna", a wokół moja. Uśmiech


Zapasów mam na zimę, że ho ho. Marzy mi się prawdziwa spiżarnia, bo moja coś malutka jakaś taka jest. Powiększam właśnie ogród warzywny, więc....

Nalewki zrobiłam chyba ze wszystkiego, ale nie są one takie do picia kieliszkami. To właściwie koncentraty (dużo owoców, mało alkoholu). Łyżeczką albo łyżką chlup na kaszel , albo inne osłabienie.


Nie odmawiam sobie jesiennej kawy na tarasie. Bo przecież ta pogoda przepiękna musi się kiedyś skończyć.
 


Tego ogromnego jarmużu to sobie sama zazdroszczę. Jest pyszny. Codziennie robię zielony sok (jarmuż, jabłko, gruszka i coś tam jeszcze).

Mnóstwo kaczek mamy w tym roku na stawie. Fajnie się śmieją, chyba z Piotrka, albo do mnie. {#emotions_dlg.laie}
 

Deszczy jesiennych mi teraz potrzeba, a potem śniegowej pierzynki. {#emotions_dlg.goodbye}
 

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

12 września 2018 - No nareszcie!

Jeśli ktoś tego upalnego lata napisał chociaż jednego posta niech pierwszy rzuci kamieniem. Realny świat był taki zadziwiający, że zapomniałam o wirtualnym.

Takiego długiego, gorącego lata nie pamiętam. Jeśli ktoś pamięta jest chyba bardzo, bardzo stary, a może nawet jeszcze starszy. Wszystko w tym roku kwitło za szybko i za krótko, jednak obficie i przepięknie. Trzeba więc było szybko patrzeć, szybko się cieszyć i szybko zbierać zioła, kwiaty i owoce.

Nigdy nie widziałam tylu czereśni na jednej gałązce ani tak oblepionego morwą drzewa.

Róże uginały się pod ciężarem kwiatów, a hortensje zakwitły zdecydowanie za szybko.

Deszcz padał u nas jeden raz w czerwcu, jeden w lipcu, jeden w sierpniu. Pięknie wtedy wyglądały hosty, a i wszystko nabierało życia.

W tym roku przeznaczyłam mały kawałek ziemi na kwiatową łąkę. Zrobiłam to dla pszczół i innych latających potworków. Było ich tam sporo. Podoba mi się ta łączka, szkoda, że jest taka mała.

I choć niebo skąpiło suchej ziemi kropli deszczu rośliny łąkowe dobrze radziły sobie z suszą. Nie sądzę jednak, aby poradził sobie bez podlewania ogród warzywny. No, chyba, że zastosowało się eksperyment. Od dłuższego czasu przymierzałam się do niego, ale ciągle mi realizacja nie wychodziła choć lubię eksperymenty. Dyrekcja twierdzi, że u mnie im głupiej tym lepiej. Oj tam.

Zrobiłam ogród permakulturowy. Permakultura, to najogólniej mówiąc, uprawianie ziemi zgodnie z naturą. Jest to alternatywa wobec tradycyjnego sposobu uprawy. Ogród permakulturowy to taki, w którym nie przekopuje się ziemi- nigdy ani wiosną, ani jesienią. Może wydaje się to niemożliwe, ale takiego ogrodu nigdy się nie nawozi, a co najważniejsze, nie podlewa. Czy to możliwe przy suszy jaka była tego lata? Okazuje się, że możliwe. Tak to u mnie wyglądało, ani razu nie podlane od momentu posadzenia roślin.

Pierwszy koszyczek ogórków zebrałam 30 czerwca i od tego dnia zbieram codziennie do dzisiaj (12.09). Nie wiedziałam, że rosną tak długo i ciągle są jeszcze na nich kwiaty (ej ogórki dajcie już spokój).

A pierwszy obiad z moich własnych ziemniaków wycisnął mi z oczu radości łzę. Ja przecież tylko wepchnęłam (ręką, bo ziemia miękka) kilka starych ziemniaków do ziemi i kiedy wypuściły listki usypałam wokół nich kopczyki ze zrębków. To takie proste, więc opłakałam ziemniaczany obiad.


Ten w środku na zdjęciu poniżej to szpinak drzewiasty (drzewo szpinakowe). Obrywa się listki, a on sobie dalej rośnie.

Choćbym nie wiem jak się starała nie byłabym w stanie podlać tego całego terenu, który przeznaczyłam na ogród warzywny. Cała tajemnica małego sukcesu jaki już odniosłam zawarta jest w ściółkowaniu ziemi.

Przygotowywałam to miejsce już od jesieni 2016 r. Wtedy rozłożyłam jesienne liście zebrane z całego  ogrodu na wyznaczonym kawałku łąki. Od wiosny rozkładałam koszoną trawę i zbierane chwasty, a jesienią znowu liście i słomę. Wsadziłam kilka owocowych drzewek. Wiosną tego roku znowu trawa i nareszcie to co najważniejsze i najbardziej cenne jako ściółka- zrębki z gałęzi drzew iglastych i liściastych. W maju kupiliśmy rozdrabniacz do gałęzi. Marzyłam o nim od trzech lat. Moja nowa rakieta szatkuje gałęzie do średnicy 9 cm. Mam ich sporo, bo przecież ciągle coś przycinam i formuję w starej części ogrodu.

Powstają zrębki, które są najlepszym nawozem dla ziemi jaki może być. Padające deszcze i topiący się śnieg uwalniają powoli składniki mineralne (tak zwana herbatka kompostowa) zawarte w ściółce poprawiając strukturę każdej, nawet bardzo jałowej gleby. Z każdym rokiem gleba staje się coraz bardziej próchnicza i dąży do idealnego odczynu ph 7. Ponieważ nie jest co roku przekopywana nie są niszczone mikroorganizmy w niej żyjące. Ściółka nie pozwala też na przesychanie ziemi, więc po jej rozgarnięciu łopatka wchodzi jak w masło i można z łatwością wsadzać sadzonki wybranych roślin.

To takie niesamowite a zarazem proste, że nie mogę wyjść z zachwytu. Takie same procesy zachodzą w lesie. Natura co jesień przykrywa ziemię opadającymi liśćmi, igłami i łamiącymi się gałązkami. Ziemia w lesie jest lekka i próchnicza chociaż nikt nic nie robi. I znów okazuje się, że człowiek chciał być mądrzejszy od Natury i co roku przewalając ziemię, niszcząc jej strukturę doprowadził do tego, że nie może się już obejść bez ciągłego nawożenia i zwalczania chwastów (na ściółce chwasty wyrastają sporadycznie i bardzo łatwo się je usuwa).

Permakultura nie jest nowoczesną metodą uprawy, a przeciwnie- jest to prastary sposób, do którego się wraca. Ludzie widzący, że obecne rolnictwo idzie ku przepaści niszcząc ziemię za pomocą pestycydów, sztucznych nawozów i produkujące (tak produkujące, a nie uprawiające) coraz gorszej jakości żywność postanawiają zaufać ziemi, wierząc, że jest ona w stanie zregenerować się sama jeśli tylko pozwoli jej się na to.

A to towarzystwo mam za płotem mojego warzywnego ogrodu. Z tym różowym lubię sobie pogadać. Jest bardzo komunikatywny choć ma jedną odpowiedź na wszystko (muuuuuu!). Śmiech

Są ludzie, którzy od lat próbują zrozumieć jak działa przyroda i dostosowują uprawę roślin do niej, a nie odwrotnie- swoją „mądrością”, która w konsekwencji okazuje się totalną głupotą nie uwzględniając zasad funkcjonowania Natury, zadają jej gwałt niszcząc i wyjaławiając całe połacie ziemi.

Jednym z takich ludzi jest Japończyk Masanobu Fukuoka (niestety już nie żyje). Kilka lat temu po przeczytaniu jego książki „Rewolucja Źdźbła Słomy” wiedziałam, że muszę spróbować tej metody. Masanobu Fukuoka w swojej książce komentuje i demonstruje w jaki sposób traktujemy rolnictwo i jak głęboko jest ono powiązane z naszymi poglądami na zdrowie, szkolnictwo, naturę, odżywianie, duchowość i sens życia. Apeluje do nas wszystkich abyśmy odeszli od współczesnego rolnictwa i jego destrukcyjnych metod, przestali zatruwać środowisko i powrócili do naszego, o wiele bogatszego, naturalnego przeznaczenia pracując prościej, bliżej Ziemi.

Kilka moich ulubionych cytatów z tej książki świadczy jak bardzo świadomym i uduchowionym człowiekiem był pan Fukuoka.

„Doktorzy i medycyna stali się niezbędni w sytuacji, kiedy ludzie stworzyli chore środowisko”.

„Tragedia zaczyna się w momencie, kiedy bezpodstawną arogancją ludzie usiłują nakłonić Naturę do swojej woli. Ludzkie istoty potrafią niszczyć naturalne formy, lecz nie potrafią ich tworzyć”.

„Im więcej ludzie działają, im bardziej rozwija się społeczeństwo, tym więcej powstaje problemów”.

„Pierwotnie jako ludzie byliśmy szczęśliwymi istotami, lecz wymyśliliśmy trudny świat do przeżycia, a teraz próbujemy się z niego wydostać”.

Takiego jarmużu jak mi wyrósł jeszcze nigdy nie widziałam, a w nim buszuje śliczna panna Jarmużanka.

Drugą moją ulubioną książką na temat permakultury jest „Permakultura Seppa Holzera”. To Austriak, który od ponad 40 lat swoje ogrody uprawia na 1100-1500m  wysokości w rejonie Salzburga na południowym zboczu góry Schwarzenberg (45 ha). Nie do uwierzenia, że rosną tam nawet cytryny i kiwi. Sepp Holzer pisze: „Moje kultury rozwijały się przez ponad 40 lat. Miałem dostatecznie dużo czasu na ich ulepszanie i rozwój, tak by kosztowało mnie to jak najmniej pracy i przynosiło jak największe plony. Od początku wiedziałem, że muszę wzorować się na naturalnych cyklach. Dlaczego miałbym poprawiać przyrodę, skoro wszystko tak pięknie w niej funkcjonuje? Za każdym razem, gdy próbowałem ulepszyć coś wbrew przyrodzie, natychmiast stwierdzałem, że kosztowało mnie to więcej wysiłku i poniosłem większe straty. Wracałem więc na drogę natury, która okazała się jedyną właściwą drogą”.

Jako osoba absolutnie nie pedantyczna lubię też jego zdanie: „Musimy ignorować własne wyobrażenia o porządku i przyjąć do wiadomości, że „nieporządek” należy do natury”. J

Pomidory rosną jak szalone. Ciekawe czy zdążą dojrzeć przed zimą, bo jest ich mnóstwo. Nawet nie podparłam ich kijkami, leżą sobie na ściółce (ale nie gniją).

Piękną makatkę wyszywaną krzyżykami dostałam od Iwonki, która była naszym gościem. Sama kiedyś wyszywałam tą metodą, więc wiem ile to pracy. Iwonko dziękuję.

Amerykanina Paula Goutschi „poznałam” na YouTube. Po obejrzeniu filmików „Back to Eden” stwierdziłam, że nie ma już na co czekać. Zaczarował mnie ten człowiek. I tak jestem zaczarowana do teraz i chyba już się z tego nie wymiksuję.

Paul Goutschi mówi: „Stosując tradycyjne metody pracujemy ciężko, żeby zawieść”. Nic więcej nie powiem, trzeba obejrzeć filmy z Paulem.

https://www.youtube.com/watch?v=dPJxNxahpQE&t=386s

https://www.youtube.com/watch?v=im_vXF-7YdM

I kilka innych z polskimi napisami.

Rodzynek peruwiański. Dla mnie pyszny choć byli tacy co się krzywili jedząc go.

Paul Goutschi: „Pragnę aby ludzkość uświadomiła sobie, jakie to wszystko jest łatwe, proste i przyjemne. To nie jest trudne. Matka Natura nie potrzebuje pomocy. Jeśli po prostu wesprzecie Naturę, całkowicie się wami zaopiekuje”.

Zachęcam wszystkich posiadaczy kawałka ziemi do wypróbowania tego sposobu uprawy. Zamiast ciężko pracować usiądźmy na ławeczce i patrzmy jak samo rośnie. Cudownie się patrzy.{#emotions_dlg.upup}

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

nowsze wpisy   1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11   starsze wpisy

Do góry


Strona główna :: Domki Apartament :: Ogród i okolica :: Pasje Marzeny Galeria :: Kontakt :: Cennik :: Opinie :: Kalendarz :: Prawie jak blog

MAGRA