Strona główna
MAGRA
wczasy nad morzem

Ilość odwiedzin

715484

Ilość odsłon

1068524

 

Archiwum bloga

 

Etykiety

Ania z Zielonego Wzgórza (1)

Maja w ogrodzie  (1)

Pokoik na poddaszu (1)

Sendom domy drewniane (1)

TVN (1)

bocian (2)

bombki (4)

bombki zdobione koronką (1)

choinka (3)

decoupage (1)

dekoracje (2)

dekoracje z lawendy (1)

dekoracje świąteczne (4)

drzewko bożonarodzeniowe (1)

funkie (1)

hosty (1)

jogurt (1)

koronka (2)

krowa (1)

lawenda (1)

mleko (1)

mój dom (1)

ocet własnej roboty (1)

ogród (3)

ozdoby choinkowe (1)

ozdoby świąteczne (1)

polskie zioła (1)

prezenty (4)

pszczoły (1)

rośliny (3)

serki (1)

telewizja (1)

transfer (1)

twaróg (1)

upominki (2)

zdrowe żywienie (1)

zima (2)

święta (3)

święta  (1)

 

Mapa odwiedzin

 

Strony, które lubię odwiedzać

Jagodowy zagajnik

Green Canoe

Arte Ego

Słowiańska 7

Malowany kokon

Au Pays Des Merveilles

Efektowny ogród

Betform-art

Deccoria

 

14 grudzień 2016 - Kolory moich świąt


Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze prowadziliśmy kwiaciarnię sprzedawałam w swoim sklepie obrazy. Niedaleko Darłowa szwedzka firma założyła filię. Robili obrazy, stoliki, szafki, świeczniki i inne rzeczy z drewna i metalu. Reprodukcje do obrazów przyjeżdżały z zagranicy, a w Polsce oprawiano je w drewniane ramy (wiadomo- tanie drewno, tania siła robocza) i z powrotem wracały na zachód. Część asortymentu można było kupić, chociaż nie był tani. Musiały mi się bardzo podobać obrazy z tej firmy, bo jak właśnie policzyłam mam ich w domu (i w domkach) 43 sztuki. Również wielu darłowiaków i turystów kupowało je z chęcią. Miałam klientów, którzy podobnie jak ja stali się posiadaczami wielu sztuk. Po tylu latach żaden nie przestał mi się podobać.


A w tych widocznych na zdjęciu kocham się nieprzerwanie do dziś. I to one właśnie, ich kolorystyka zainspirowała mnie w tym roku do zrobienia świątecznych ozdób.


Te bombki na zdjęciu poniżej są oklejone starą apaszką. Udało mi się je tak zrobić, że nie widać żadnego łączenia materiału. Czerwone gwiazdy też ubrały się w apaszkę

 

{#emotions_dlg.hejka}

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

2 październik 2016 - Wpadłam jak śliwka w…ocet!

Kto jeszcze nie eksperymentuje z produkcją własnego octu jabłkowego to coś traci. Nie tylko super zdrowy naturalny środek odżywczy i leczniczy, ale także dobrą zabawę i dumę z siebie, zadowolenie, że jest się samowystarczalnym. Polska zajmuje pod względem produkcji jabłek 4. miejsce na świecie (po Chinach, USA i Turcji). Czy to nie powód do zadowolenia? I czy to nie powód, aby wykorzystywać tą obfitość w całej pełni?

Ocet jabłkowy to naprawdę zdrowa żywność. Gdybym chciała napisać o wszystkich jego właściwościach mój jedyny piszący palec by się zmęczył, dlatego choćby TU lub TU można o occie przeczytać. Mnie zachwyciło to co o occie jabłkowym napisała Św. Hildegarda z Bingen: „Ocet jabłkowy jako przyprawa zabiera wszelkie zepsucie z człowieka, zmniejsza u niego humory i sprawia, że pokarm przebywa w nim prostą drogę”. Agnieszka Maciąg na swojej stronie pisze „…pracując we Francji jako modelka co chwila spotykałam całe serie produktów do pielęgnacji urody na bazie octu jabłkowego. Okazało się, że ocet jabłkowy (oczywiście taki prawdziwy, naturalny, bez chemicznych dodatków) nie jest zwykłym octem, ale prawdziwym eliksirem zdrowia, urody i szczupłej sylwetki. …Francuzki to wiedzą”. A mając swój ocet mamy i kosmetyki. Najprostszy i najłatwiejszy to tonik do twarzy. Rozrabiamy ocet pół na pół z wodą i już. Nie psuje się, bo kwas octowy jest naturalnym konserwantem. Każdy krem lepiej się wchłania, kiedy ciało przetrzemy takim tonikiem. Ocet jest też super do kąpieli i jako płukanka do włosów.

Miałam w tym roku taki moment, że zabrakło mi stopni na schodach do ustawiania garnków i słojów z robiącymi się octami. W końcu kupiłam sobie 30l beczkę, bo jabłek była w tym roku obfitość. Ja jestem szczęściarą, bo mam w ogrodzie 3 stare odmiany jabłoni, a wiadomo, że octu z własnych, niepryskanych jabłek nic nie przebije. Dlaczego? (Uwaga! Zdradzam teraz największą tajemnicę związaną z robieniem octu). Dlatego, że do robienia octu nie myje się jabłek! A dlaczego? Dlatego, żeby nie zmyć z nich naturalnych, „dzikich” drożdży, które rozpoczną fermentację. Jeśli umyjemy jabłka (a jak nie wyszorować tych ze sklepu!) i pozbawimy je „dzikich” drożdży istnieje możliwość, że nastaw zamiast fermentować zacznie pleśnieć. W niektórych przepisach dodaje się więc drożdże. Kiedy jednak jabłka są ubłocone i brudne wycieram je wilgotną ściereczką i zostawiam na 2-3 dni na powietrzu, aby naturalne drożdże „przyczepiły” się do nich z powrotem.

Naczytałam się na mądrych blogach (mój ulubiony to herbiness.com), że z różnych innych owoców można także robić wartościowe octy. No…i mnie poniosło. Śliwki, gruszki, aronia, czeremcha, głóg, dzika róża, kalina, nieszpułka, czarny bez, winogrona, dereń jadalny, porzeczka wszystko wylądowało w garnkach i słojach. Jeszcze tworzy się ocet z pigwy i kasztanów.

Kiedy połączymy te różne rodzaje octów w jednej butelce powstanie ocet exclusive lub deluxe o cudownych właściwościach. Można go używać w kuchni do sałatek i innych potraw a także pić 15-30 minut przed posiłkami, bo pięknie zakwasza żołądek co oczywiście powoduje lepsze trawienie (1-2 łyżki na szklankę wody).

Kusiło mnie jeszcze zrobienie octu pomidorowego i dyniowego, ale zrealizuję tę pokusę już w przyszłym roku.

I kiedy ma się już te podstawowe octy można robić oxymele. Oxymel, to wyciąg  z roślin podnoszących odporność na bazie octu i wymieszany z miodem. Takie mieszanki znane są od wieków jako ogólnie wzmacniające organizm i leczące gardło. Tu można nieźle poszaleć łącząc różne składniki. Wg przepisu Ines ze strony herbiness.com zrobiłam oxymel, który Ines bardzo słusznie nazwała ognistym cydrem. To najlepszy domowy antybiotyk. W moim oxymelu są czosnek, cebula, chrzan, imbir, pieprz cayenne, pietruszka, tymianek, melisa, dzika róża i goździki.

Wszystko kroimy, siekamy i zalewamy octem. Odstawiamy do maceracji na kilka dni, zlewamy i łączymy z miodem. Używamy 3 razy dziennie po łyżce lub rozrobiony z wodą. Cydr nie tylko wspiera system immunologiczny, ale też poprawia trawienie tłustych potraw, wzmaga cyrkulację płynów w organizmie i jest doskonały przy problemach z zatokami. Wbrew pozorom jest bardzo smaczny. Zamierzam jeszcze zrobić oxymel piernikowy na occie winogronowym z przyprawami  korzennymi (goździki, cynamon, pieprz, kardamon, anyż, koper włoski).

Na powierzchni octu może pojawić się galaretkowaty film co często budzi niepokój. To nie jest pleśń. Jest to naturalne zjawisko, kolonia bakterii octowych zwana octową matką. Matka octowa powstaje kiedy ocet zawiera jeszcze niesfermentowany cukier lub alkohol.  Ten gumkowy żelek czy…glutek jest oczywiście nieszkodliwy. Można go odfiltrować i użyć do wyprodukowania nowego octu (przyspiesza to cały proces).

W ciekawej książce, którą mam „Sztuka fermentacji” jest przepis jak z octowej matki zrobić yyy…yyy…cukierki! yyy…

Wizja: - Babciu, babciu czy masz dla mnie te pyszne glutkowe cukierki?

            -A byłeś grzeczny? {#emotions_dlg.laie}

Mam już w lodówce cały słoik różnokolorowych octowych matek, ale coś mnie te cukierki jeszcze nie skusiły. Ale książka jest naprawdę ciekawa i ukisiłam wg niej kalafior i oczywiście jabłka.

A wg. przepisu Borysa Bołotowa „Zdrowie człowieka w niezdrowym świecie” zrobiłam kwas z kasztanów czyli tzw. piwo kasztanowe. Bołotow pisze tak: „Kwas z kasztanów przypomina w smaku piwo z lekką goryczą a nawet lekko się pieni. Pije się ten napój od pół szklanki do szklanki 20-30 minut przed posiłkiem, dzięki czemu można wydalić z organizmu największą część radionuklidów lub metali ciężkich. Kwas z kasztanów zauważalnie wzmacnia organizm czyniąc go odpornym na wiele schorzeń. Wzmacnia się też układ endokrynny co jest ważne ze względu na ochronę organizmu przed grypą. Kwas z kasztanów zwiększa zawartość miedzi i wapnia w organizmie. Wyraźnie wrasta też ilość kobaltu i sprzyja również zwiększeniu ilości jodu”

Tak wyglądają pokrojone na plasterki gałęzie sumaka octowca.

A w ogrodzie wielkie przycinanie formowanych iglaków i bukszpanów. Mam ich tyle, że naprawdę jest co robić.

I jeszcze trochę pięknej jesieni

Zaprosiłam też jesień do domu, bo nie mogę się nią nacieszyć

Pozdrawiam wszystkich- ZAOCTOWANA{#emotions_dlg.hejka}

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

Do góry


Strona główna :: Domki Apartament :: Ogród i okolica :: Pasje Marzeny Galeria :: Kontakt :: Cennik :: Opinie :: Kalendarz :: Prawie jak blog

MAGRA