Strona główna
MAGRA
wczasy nad morzem

Ilość odwiedzin

715480

Ilość odsłon

1068520

 

Archiwum bloga

 

Etykiety

Ania z Zielonego Wzgórza (1)

Maja w ogrodzie  (1)

Pokoik na poddaszu (1)

Sendom domy drewniane (1)

TVN (1)

bocian (2)

bombki (4)

bombki zdobione koronką (1)

choinka (3)

decoupage (1)

dekoracje (2)

dekoracje z lawendy (1)

dekoracje świąteczne (4)

drzewko bożonarodzeniowe (1)

funkie (1)

hosty (1)

jogurt (1)

koronka (2)

krowa (1)

lawenda (1)

mleko (1)

mój dom (1)

ocet własnej roboty (1)

ogród (3)

ozdoby choinkowe (1)

ozdoby świąteczne (1)

polskie zioła (1)

prezenty (4)

pszczoły (1)

rośliny (3)

serki (1)

telewizja (1)

transfer (1)

twaróg (1)

upominki (2)

zdrowe żywienie (1)

zima (2)

święta (3)

święta  (1)

 

Mapa odwiedzin

 

Strony, które lubię odwiedzać

Jagodowy zagajnik

Green Canoe

Arte Ego

Słowiańska 7

Malowany kokon

Au Pays Des Merveilles

Efektowny ogród

Betform-art

Deccoria

 

15 czerwiec - Czyż nie są szalone czerwcowe herbatki?

 

Anglicy mają swój five o'clock i herbatę z mlekiem (ups!), Rosjanie piją herbatę parzoną w samowarze, Japończycy z jej przygotowania i picia uczynili rytuał, Ameryka Południowa to wiadomo, yerba mate pije. A my ? No my nic szczególnego nie możemy powiedzieć, to chińską to inną importowaną pijemy. Czyżbyśmy nie mieli żadnych tradycji w tym temacie?

Herbata w Polsce pojawiła sie w XVII wieku. A co przedtem pili nasi słowiańscy przodkowie przez długie wieki? Nie siedzieli przecież z założonymi rękami i nie czekali na pierwszy transport herbaty z Chin. Na pewno nie, przecież nasza Ziemia jest pełna darmowej zdrowej herbaty. Wystarczy przejść się po łące, lesie, ogrodzie aby znaleźć bogactwo surowca na przepyszne i co bardzo ważne zdrowe herbatki. Patrzeć trzeba i pod nogi (zioła przeróżne, kwiaty, trawy) i w górę (liście, pączki oraz kwiatostany drzew i krzewów). Wybór jest obezwładniający szczególnie w czerwcu.

Do tej pory istnieją rejony np. Bukowina (część Ukrainy i Rumunii) gdzie jako codzienną herbatę pija się to co dostępne wokół. Są to więc herbatki lipowe, miętowe, tymiankowe, głogowe i inne oraz bardzo ciekawe mieszanki (każda rodzina ma swoją ulubioną). Rodzinne przepisy przekazywane są z pokolenia na pokolenie a różnorodność nie zna granic. I to jest piękne, praktyczne, własne, darmowe i oczywiście zdrowe. No i jakie pole do popisu dla wyobraźni. Moja po prostu szaleje. Kiedy wychodzę do ogrodu po"towar" na jedną herbatkę przynoszę na dziesięć. Jest spacer, zabawa w kreatora smaków, pyszny napój i uczta dla oczu. Tak lubię i to mi się podoba.

Z myślą o mniej bogatych w surowiec miesiącach suszę, mrożę, robię syropy, nalewki i myślę o zimowym, oczywiście lekkim przeziębieniu uleczonym herbatką z letnich darów przyrody. Że mało tego lekarstwa mieści się w filiżance, że to takie ilości homeopatyczne? Przecież homeopatia działa!

Więc ja przywracam naszą starą tradycję picia herbaty z tego co rośnie dookoła nas i będę ją nazywać HERBATKĄ SŁOWIAŃSKĄ.


Tu jest herbatka z kwiatów jaśminu, lisci gruszy, miłorzębu (ginko biloba) i cytryny.

"Łyżeczka" to listek z hosty o nazwie Tea Spoon (Łyżeczka do Herbaty). Nazwa jak najbardziej słuszna.


 

 

Kwitnący na biało czarny bez (Sambucus nigra) jest w tym roku tak piękny, że nie mogłam przestać go zbierać. Pyszne są placki z kwiatami. Eksperymentalnie do syropu zamiast cukru dałam melasę trzcinową przez co wyszedł mi czarny syrop z białych kwiatówWystawiony język

 

Zbierałam też płatki i pączki dzikiej róży (Rosa canina), bo dużo jej rośnie wokół. Płatki zalane spirytusem postoją tak sobie trochę a później dodam miodu i zobaczymy co wyjdzie. Ucierałam też płatki z miodem tradycyjnie w makutrze. Szybciej byłoby w mikserze, ale ja się przecież nigdzie nie spieszę{#emotions_dlg.laie}.

 

Chabry i rumianki zebrane na łące w czasie wyprawy po zioła (o tym innym razem). Herbatka pyszna.

 

Owocowa też pyszna z listkiem kubańskiego oregano, młodym przyrostem modrzewia i miodem.

 

Tej róży raczej nie zjem, uciekła przede mną na dach.

 

A tu naprawdę super herbatka z młodych szyszek modrzewia, kwiatów bzu, gwiazdnicy, pączków róży, cytryny i limonki. Z szyszek modrzewia zrobiłam jeszcze nalewkę i trochę zamroziłam. Nie zdąrzyłam zrobić dżemu choć miałam przepis.

 

Nie wiem jak się nazywają te dzyndzelki na brzozie, ale razem z młodymi liśćmi jesionu, przytulią i cymbalarią smakują bardzo dobrze. Słodzę herbatki głównie miodem, ale też melasą karobową i trzcinową (piękny kolor), syropem klonowym lub daktylowym.

 

Uwaga! Czerwcowe herbatki mogą uzależniać, ale nie trzeba się z tego leczyć, bo czerwiec wkrótce się skończy, a w lipcu to już zupełnie inne uzależnienia się pojawią.

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

14 maj 2016 - Życie jest sielskie

 

Taaak... ale chyba tylko dla kotów, bo jeśli chodzi o mnie i chyba większość ludzi, to w życiu sielskie są tylko chwile. I właśnie teraz jest taka chwila. Do ogrodu przybyły prześliczne panny młode i zmuszają mnie, żeby na nie patrzeć z zachwytem. I patrzę, bo wiem, że panną młodą jest się krótko. Trzeba się nacieszyć zanim delikatne płatki (i panny młode również Śmiech) spadną na ziemię.

 


I nawet stolik z pnia pozazdrościł drzewom i też "zakwitł" tak jak umiał.

 


A w ogóle to coś się stało z czasem. Jego nie ma. Czy tylko ja tak mam? Wiem, że im człowiek starszy to czas leci szybciej, ale żeby aż tak...

Szukałam przyczyn i znalazłam dwie podstawowe.

Po pierwsze mam taką ideę fix aby jak najmniej nowych rzeczy kupować a raczej przerabiarać stare. Świat jest pełen rzeczy niepotrzebnych, wyrzucanych, sprzedawanych za grosze i jeśli tylko ma się ochotę ( i czas oczywiście ) można z nich zrobić coś ciekawego. Od kiedy zrozumiałam, że Ziemia to żywy i ŚWIADOMY organizm (jak mogłoby być inaczej) staram się oszczędzać jej zasoby. Myślę, że są marnotrawione na wytwarzanie wciąż nowych i często zbędnych rzeczy ( np. widziałam pojemnik na jednego banana). Natarczywe reklamy wmawiają nam potrzebę kupowania nowych, lepszych, modniejszych, nowocześniejszych i często g... wartych towarów. A sterty śmieci rosną. Jasne, że nie da się nie kupować wcale, ale wiele można przerobić. Recykling jest o.k . Trzeba tylko znaleźć czas bo zdolności ma każdy większe lub mniejsze.

Tu moja przerobiona łazienkowa szafka.

 


A tak wyglądała przed liftingiem.

 


Wieszaczek na ręczniki był sosnowy z wymalowanym na kaflu herbem niemieckiego miasta.

 

Na kaflach, które zostają w każdym domu po remoncie lub budowie, można robić obrazki.

 

Albo podstawki pod talerzyki czy gorące garnki.

 

A tu drewniana walizka z takiej grubszej sosnowej sklejki.

 

Drugi powód braku czasu jest taki, że wymiksowałam się z matrixa i przestałam jeść śmieciowe jedzenie. Dotarło do mnie (szkoda ,że tak późno), że człowiek nie jest fabryką przetwórstwa chemicznego i nie może pakować w siebie wszechobecnej chemii bez negatywnych skutków dla zdrowia. Od dwóch lat eliminowałam trucizny z jedzenia, ale od listopada pojechałam "po bandach" i pozbyłam się z kuchni cukru, glutenu, mięsa z wielkoprzemysłowej hodowli i na ile się da przetworzonej żywności.

I co?

I stoję teraz w kuchni dłuuugo, bo konsekwencją tego jest robienie prawie wszystkiego samemu łącznie z ketchupem, musztardą, majonezem itp. Po prostu od nowa uczę się gotować.

Tu np. moja bezglutenowa i bezcukrowa babka. Czekolada na wierzchu jest z avokado, miodu i karobu (zdrowy zamiennik kakao-czyli mączka z chleba świętojańskiego).

 

I chleb piekę. Bezglutenowy, szybki jak błyskawica.

 

Po trzy na raz, żeby był na kilka dni.

 

Podziękowałam za soki z kartoników i wyciskam w wyciskarce (teraz z dodatkiem mleczu i pokrzywy). No i przecież jeszcze uprawiam przetwórstwo mleka i coś cukierkowatego też czasem robię. Jakoś powoli to wszystko ogarniam, bo zawzięłam się okrutnie.

 

Zaraz zaraz ! Napisałam co napisałam, ponarzekałam na brak czasu, pojęczałam i ... własnie mnie olśniło!!!Zaskoczony

Przecież to, że sobie skrobię i maluję meble, robię obrazki i inne ozdóbki, próbuję zdrowo gotować, zbieram zioła i postanowiłam nawet w tym roku nie zaniedbać ogródka warzywnego, to przecież sielskie życie jest{#emotions_dlg.bravo}

A że nie mam czasu? A dlaczego mam go mieć skoro każdy fizyk kwantowy mówi, że czas to iluzja, że czas nie istnieje. Jak mam mieć coś czego nie ma? Ci od fizyki kwantowej twierdzą, że jest tylko wielkie TERAZ.

A tamci w amazońskiej puszczy nie liczą czasu, nie mają zegarków, nigdzie się nie spieszą, nic nie muszą, na nieszczęśliwych nie wyglądają wręcz odwrotnie jakby im niczego nie brakowało, potrzeby jakoś zaspokajają i na hamakach z liści utkanych zdąrzą poleżeć (Cejrowski widział, Beata Pawlikowska widziała).

To co oni tam w tej puszczy  fizykę kwantową ogarnęli czy jak?

A nasza super mądra cywilizacja wiecznie się spieszy. Trzeba szybciej jechać, szybciej jeść, szybciej wypoczywać, szybciej spać bo szkoda czasu.

A więc szkoda nam czegoś co nie istnieje? Gonimy za czymś czego nie ma, nie zwracając uwagi na TERAZ ?

Czyżby ktoś nas nałapał i nabił w butelkę?

 


Od dzisiaj koniec z narzekaniem na brak czasu, bo jedna pani (Margaret Fuller) powiedziała, że niektórzy ludzie chcąc się urządzić w życiu, zapominają żyć.

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

Do góry


Strona główna :: Domki Apartament :: Ogród i okolica :: Pasje Marzeny Galeria :: Kontakt :: Cennik :: Opinie :: Kalendarz :: Prawie jak blog

MAGRA