Strona główna
MAGRA
wczasy nad morzem

Ilość odwiedzin

787654

Ilość odsłon

1179839

 

Archiwum bloga

 

Etykiety

Ania z Zielonego Wzgórza (1)

Maja w ogrodzie  (1)

Pokoik na poddaszu (1)

Sendom domy drewniane (1)

TVN (1)

bocian (2)

bombki (4)

bombki zdobione koronką (1)

choinka (3)

decoupage (1)

dekoracje (2)

dekoracje z lawendy (1)

dekoracje świąteczne (4)

drzewko bożonarodzeniowe (1)

funkie (1)

hosty (1)

jogurt (1)

koronka (2)

krowa (1)

lawenda (1)

mleko (1)

mój dom (1)

ocet własnej roboty (1)

ogród (3)

ozdoby choinkowe (1)

ozdoby świąteczne (1)

polskie zioła (1)

prezenty (4)

pszczoły (1)

rośliny (3)

serki (1)

telewizja (1)

transfer (1)

twaróg (1)

upominki (2)

zdrowe żywienie (1)

zima (2)

święta (3)

święta  (1)

 

Mapa odwiedzin

 

Strony, które lubię odwiedzać

Jagodowy zagajnik

Green Canoe

Arte Ego

Słowiańska 7

Malowany kokon

Au Pays Des Merveilles

Efektowny ogród

Betform-art

Deccoria

Foto-Gilarski - wszystko o gołębiach

 

8 sierpień 2016 - Skarb za płotem

 


Tak to jest skarb, ta roślinka właśnie- wierzbówka kiprzyca. Zaraz to udowodnię.

                Rośnie sobie za naszym płotem od zawsze, zakwita w połowie czerwca, a że kwiaty ma piękne i trwałe więc zrywałam je na bukiety i to wszystko.


A ponieważ moje zainteresowanie ziołami rozkręca się coraz bardziej, znalazłam informacje o wierzbówce i… zakochałam się w niej.

Po rosyjsku wierzbówka kiprzyca nazywa się IWAN CZAJ (иван-чай ) oczywiście nie bez przyczyny. Robi się z niej przepyszną herbatę. Ponieważ jej historia sięga średniowiecza (wspominają o niej XII-wieczne kroniki) można śmiało mówić, że jest to herbatka starosłowiańska.

 

Nazywa się ją też KOPORSKIM CZAJEM (Копорски чай) ponieważ w miasteczku Koporie w okolicach Petersburga istniały przetwórnie wierzbówki kiprzycy.

            

   W XIX w. był jednym z głównych towarów eksportowych Rosji (obok konopi, rabarbaru, złota i futer). Iwan czaj piła cała Europa. Nie do wiary, ale Anglicy, pomimo że byli właścicielami plantacji w Indiach kupowali ogromne ilości rosyjskiej herbatki. Rosja eksportowała ją również do Holandii, Danii i innych krajów. Zachwycała się nią arystokracja i monarchowie, a to przecież najbardziej znani miłośnicy herbaty. Dla kompanii wschodnioindyjskich byłą solą w oku. I tak jak dzisiaj wielkie korporacje nieuczciwie walczą z konkurencją tak i wtedy rozsiewając plotki o szkodliwości Iwan Czaja wyrugowały go z rynku europejskiego. Po rewolucji w 1917 roku całkowicie zakończył się eksport koporskiej herbatki. Na szczęście sposób jej fermentowania nie zginął w mrokach historii. Rosjanie robią ją nadal, a zielarze, także w Polsce, starają się przywrócić do łask ten rewelacyjny napój. Nasz kraj obfituje w dziko rosnącą wierzbówkę kiprzycę, więc grzechem byłoby jej nie wykorzystywać. Ja sama poruszając się po pobliskiej okolicy zlokalizowałam pięć stanowisk wierzbówki.

                Jak więc smakuje ta herbatka?

 

Jest pyszna! Ma piękny zapach określany jako zapach dojrzałych owoców (gruszek, moreli), miodu i karmelu. Nie zawiera teiny, jak klasyczna herbata, więc można ją pić przed snem, gdyż działa uspokajająco, kojąco i lekko nasennie.

                Zawiera sześć razy więcej witaminy C niż cytryna. 100 gram koporskiej herbatki oprócz witamin z grupy B zawiera żelazo (2,3 mg), nikiel (1,3 mg), miedź (2,3 mg), mangan (16 mg), tytan (1,3 mg), molibden (0,44 mg), bar (6 mg). Zawiera też potas, sód wapń, magnez i lit. Ze względu na obecne żelazo, miedź i mangan usprawnia proces tworzenia krwi i zwiększa ochronne funkcje organizmu (uodparnia na infekcje). Wiąże i usuwa metale ciężkie, oczyszcza organizm przy różnych zatruciach (alkoholowych, radioaktywnych), korzystnie wpływa na układ immunologiczny i hormonalny. Skuteczna przy różnorodnych procesach zapalnych.

Zalecane przy takich chorobach jak: gruczolak, choroby prostaty, zniżenie libido, miażdżyca, bóle głowy, bezsenność, nadciśnienie, wyczerpanie nerwowe, zmęczenie, przewlekłe zapalenie pęcherza moczowego, choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy, anemia, łysienie androgenne, nadmierna keratynizacja naskórka, choroby skóry.

                Uf!!! I taki boski napój wyparty z rynku przez zwykłe herbaty obcego pochodzenia często sztucznie aromatyzowane i ulepszane.

          Sprawdza się powiedzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie”.

 

Liście wierzbówki poddaje się procesowi fermentacji a później suszy (jak to się robi łatwo znaleźć w Internecie wbijając w Google hasło „Iwan czaj” lub „Koporski czaj”). Ciekawe jest to, że świeże liście wcale nie pachną. Dopiero w czasie fermentacji zaczyna uwalniać się piękny zapach.

                Zrobiłam zapas na całą zimę.

 

Mój dzień bez Koporskiej herbatki jest stracony. Pozbyłam się z domu kupnych herbat, bo zamierzam pić tylko tą najlepszą na świecie, rodzimą, magiczną i samodzielnie zrobioną. Uwielbiam samowystarczalność.

 

Ale to jeszcze nie wszystko o wierzbówce kiprzycy. W Rosji nazywana jest również CHLEBNICĄ lub MIELNICZNIKIEM, ponieważ jej starte korzenie dodawano do mąki, z której wypiekano chleb. Więc jesienią znów pójdę za płot, wykopię kłącza, ususzę, zmielę i dodam do mojego chleba.

                Jeśli kwiaty wierzbówki zalejemy gorącym białym winem, to otrzymamy zdrowotne winko o przepięknym rubinowym kolorze.

 

Kiedy kwiaty przekwitają wydostaje się z nich delikatny puch, z którego w Rosji robiono poduszki i kołdry.

 

Jak więc miałam nie zebrać tego puszku choćby na mały jasieczek?

 

Żałowałam tylko, że nie ma przy mnie jakiejś starej rosyjskiej kobiety, która pokazałaby mi jak się taki puszek zbiera. Byłam cała biała, nie mogłam się go pozbyć z włosów, rzęs i ubrania. Kiedy oczyszczę puszek z liści i innych zanieczyszczeń uszyję najbardziej ekologiczną poduszeczkę na świecie{#emotions_dlg.bravo}

 

Można też robić miód wierzbówkowy, ale to chyba już w przyszłym roku.

                Cieszę się, że mam tą niezwykłą roślinkę blisko. Kiedy przechodzę obok płotu, gdzie rośnie zachwycam się moim skarbem i kłaniam się nisko wierzbówce kiprzycy oraz TEMU, który ją dla nas Słowian stworzył.

              


Jak co roku o tej porze trochę lawendy.

Fajnie się śpi w pokoju, gdzie lawenda się suszy

 

Tu przemalowany na biało mebelek z transferowymi ozdobami.

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

15 czerwiec - Czyż nie są szalone czerwcowe herbatki?

 

Anglicy mają swój five o'clock i herbatę z mlekiem (ups!), Rosjanie piją herbatę parzoną w samowarze, Japończycy z jej przygotowania i picia uczynili rytuał, Ameryka Południowa to wiadomo, yerba mate pije. A my ? No my nic szczególnego nie możemy powiedzieć, to chińską to inną importowaną pijemy. Czyżbyśmy nie mieli żadnych tradycji w tym temacie?

Herbata w Polsce pojawiła sie w XVII wieku. A co przedtem pili nasi słowiańscy przodkowie przez długie wieki? Nie siedzieli przecież z założonymi rękami i nie czekali na pierwszy transport herbaty z Chin. Na pewno nie, przecież nasza Ziemia jest pełna darmowej zdrowej herbaty. Wystarczy przejść się po łące, lesie, ogrodzie aby znaleźć bogactwo surowca na przepyszne i co bardzo ważne zdrowe herbatki. Patrzeć trzeba i pod nogi (zioła przeróżne, kwiaty, trawy) i w górę (liście, pączki oraz kwiatostany drzew i krzewów). Wybór jest obezwładniający szczególnie w czerwcu.

Do tej pory istnieją rejony np. Bukowina (część Ukrainy i Rumunii) gdzie jako codzienną herbatę pija się to co dostępne wokół. Są to więc herbatki lipowe, miętowe, tymiankowe, głogowe i inne oraz bardzo ciekawe mieszanki (każda rodzina ma swoją ulubioną). Rodzinne przepisy przekazywane są z pokolenia na pokolenie a różnorodność nie zna granic. I to jest piękne, praktyczne, własne, darmowe i oczywiście zdrowe. No i jakie pole do popisu dla wyobraźni. Moja po prostu szaleje. Kiedy wychodzę do ogrodu po"towar" na jedną herbatkę przynoszę na dziesięć. Jest spacer, zabawa w kreatora smaków, pyszny napój i uczta dla oczu. Tak lubię i to mi się podoba.

Z myślą o mniej bogatych w surowiec miesiącach suszę, mrożę, robię syropy, nalewki i myślę o zimowym, oczywiście lekkim przeziębieniu uleczonym herbatką z letnich darów przyrody. Że mało tego lekarstwa mieści się w filiżance, że to takie ilości homeopatyczne? Przecież homeopatia działa!

Więc ja przywracam naszą starą tradycję picia herbaty z tego co rośnie dookoła nas i będę ją nazywać HERBATKĄ SŁOWIAŃSKĄ.


Tu jest herbatka z kwiatów jaśminu, lisci gruszy, miłorzębu (ginko biloba) i cytryny.

"Łyżeczka" to listek z hosty o nazwie Tea Spoon (Łyżeczka do Herbaty). Nazwa jak najbardziej słuszna.


 

 

Kwitnący na biało czarny bez (Sambucus nigra) jest w tym roku tak piękny, że nie mogłam przestać go zbierać. Pyszne są placki z kwiatami. Eksperymentalnie do syropu zamiast cukru dałam melasę trzcinową przez co wyszedł mi czarny syrop z białych kwiatówWystawiony język

 

Zbierałam też płatki i pączki dzikiej róży (Rosa canina), bo dużo jej rośnie wokół. Płatki zalane spirytusem postoją tak sobie trochę a później dodam miodu i zobaczymy co wyjdzie. Ucierałam też płatki z miodem tradycyjnie w makutrze. Szybciej byłoby w mikserze, ale ja się przecież nigdzie nie spieszę{#emotions_dlg.laie}.

 

Chabry i rumianki zebrane na łące w czasie wyprawy po zioła (o tym innym razem). Herbatka pyszna.

 

Owocowa też pyszna z listkiem kubańskiego oregano, młodym przyrostem modrzewia i miodem.

 

Tej róży raczej nie zjem, uciekła przede mną na dach.

 

A tu naprawdę super herbatka z młodych szyszek modrzewia, kwiatów bzu, gwiazdnicy, pączków róży, cytryny i limonki. Z szyszek modrzewia zrobiłam jeszcze nalewkę i trochę zamroziłam. Nie zdąrzyłam zrobić dżemu choć miałam przepis.

 

Nie wiem jak się nazywają te dzyndzelki na brzozie, ale razem z młodymi liśćmi jesionu, przytulią i cymbalarią smakują bardzo dobrze. Słodzę herbatki głównie miodem, ale też melasą karobową i trzcinową (piękny kolor), syropem klonowym lub daktylowym.

 

Uwaga! Czerwcowe herbatki mogą uzależniać, ale nie trzeba się z tego leczyć, bo czerwiec wkrótce się skończy, a w lipcu to już zupełnie inne uzależnienia się pojawią.

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

Do góry


Strona główna :: Domki Apartament :: Ogród i okolica :: Pasje Marzeny Galeria :: Kontakt :: Cennik :: Opinie :: Kalendarz :: Prawie jak blog

MAGRA