Strona główna
MAGRA
wczasy nad morzem

Ilość odwiedzin

851649

Ilość odsłon

2069947

 

Archiwum bloga

 

Etykiety

Ania z Zielonego Wzgórza (1)

Maja w ogrodzie  (1)

Pokoik na poddaszu (1)

Sendom domy drewniane (1)

TVN (1)

TVP (1)

bocian (2)

bombki (4)

bombki zdobione koronką (1)

choinka (3)

decoupage (1)

dekoracje (2)

dekoracje z lawendy (1)

dekoracje świąteczne (4)

dekoracje świąteczne w ogrodzie (1)

drzewko bożonarodzeniowe (1)

funkie (1)

hosty (1)

jogurt (1)

koronka (2)

krowa (1)

lawenda (1)

mleko (1)

mój dom (1)

ocet własnej roboty (1)

ogród (3)

ogród w święta (1)

ozdoby choinkowe (1)

ozdoby świąteczne (2)

polskie zioła (1)

prezenty (4)

pszczoły (1)

rośliny (3)

serki (1)

telewizja (1)

transfer (1)

twaróg (1)

upominki (2)

zdrowe żywienie (1)

zima (2)

święta (4)

święta  (1)

 

Mapa odwiedzin

 

Strony, które lubię odwiedzać

Jagodowy zagajnik

Green Canoe

Arte Ego

Słowiańska 7

Malowany kokon

Au Pays Des Merveilles

Efektowny ogród

Betform-art

Deccoria

Foto-Gilarski - wszystko o gołębiach

 

8 sierpień 2016 - Skarb za płotem

 


Tak to jest skarb, ta roślinka właśnie- wierzbówka kiprzyca. Zaraz to udowodnię.

                Rośnie sobie za naszym płotem od zawsze, zakwita w połowie czerwca, a że kwiaty ma piękne i trwałe więc zrywałam je na bukiety i to wszystko.


A ponieważ moje zainteresowanie ziołami rozkręca się coraz bardziej, znalazłam informacje o wierzbówce i… zakochałam się w niej.

Po rosyjsku wierzbówka kiprzyca nazywa się IWAN CZAJ (иван-чай ) oczywiście nie bez przyczyny. Robi się z niej przepyszną herbatę. Ponieważ jej historia sięga średniowiecza (wspominają o niej XII-wieczne kroniki) można śmiało mówić, że jest to herbatka starosłowiańska.

 

Nazywa się ją też KOPORSKIM CZAJEM (Копорски чай) ponieważ w miasteczku Koporie w okolicach Petersburga istniały przetwórnie wierzbówki kiprzycy.

            

   W XIX w. był jednym z głównych towarów eksportowych Rosji (obok konopi, rabarbaru, złota i futer). Iwan czaj piła cała Europa. Nie do wiary, ale Anglicy, pomimo że byli właścicielami plantacji w Indiach kupowali ogromne ilości rosyjskiej herbatki. Rosja eksportowała ją również do Holandii, Danii i innych krajów. Zachwycała się nią arystokracja i monarchowie, a to przecież najbardziej znani miłośnicy herbaty. Dla kompanii wschodnioindyjskich byłą solą w oku. I tak jak dzisiaj wielkie korporacje nieuczciwie walczą z konkurencją tak i wtedy rozsiewając plotki o szkodliwości Iwan Czaja wyrugowały go z rynku europejskiego. Po rewolucji w 1917 roku całkowicie zakończył się eksport koporskiej herbatki. Na szczęście sposób jej fermentowania nie zginął w mrokach historii. Rosjanie robią ją nadal, a zielarze, także w Polsce, starają się przywrócić do łask ten rewelacyjny napój. Nasz kraj obfituje w dziko rosnącą wierzbówkę kiprzycę, więc grzechem byłoby jej nie wykorzystywać. Ja sama poruszając się po pobliskiej okolicy zlokalizowałam pięć stanowisk wierzbówki.

                Jak więc smakuje ta herbatka?

 

Jest pyszna! Ma piękny zapach określany jako zapach dojrzałych owoców (gruszek, moreli), miodu i karmelu. Nie zawiera teiny, jak klasyczna herbata, więc można ją pić przed snem, gdyż działa uspokajająco, kojąco i lekko nasennie.

                Zawiera sześć razy więcej witaminy C niż cytryna. 100 gram koporskiej herbatki oprócz witamin z grupy B zawiera żelazo (2,3 mg), nikiel (1,3 mg), miedź (2,3 mg), mangan (16 mg), tytan (1,3 mg), molibden (0,44 mg), bar (6 mg). Zawiera też potas, sód wapń, magnez i lit. Ze względu na obecne żelazo, miedź i mangan usprawnia proces tworzenia krwi i zwiększa ochronne funkcje organizmu (uodparnia na infekcje). Wiąże i usuwa metale ciężkie, oczyszcza organizm przy różnych zatruciach (alkoholowych, radioaktywnych), korzystnie wpływa na układ immunologiczny i hormonalny. Skuteczna przy różnorodnych procesach zapalnych.

Zalecane przy takich chorobach jak: gruczolak, choroby prostaty, zniżenie libido, miażdżyca, bóle głowy, bezsenność, nadciśnienie, wyczerpanie nerwowe, zmęczenie, przewlekłe zapalenie pęcherza moczowego, choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy, anemia, łysienie androgenne, nadmierna keratynizacja naskórka, choroby skóry.

                Uf!!! I taki boski napój wyparty z rynku przez zwykłe herbaty obcego pochodzenia często sztucznie aromatyzowane i ulepszane.

          Sprawdza się powiedzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie”.

 

Liście wierzbówki poddaje się procesowi fermentacji a później suszy (jak to się robi łatwo znaleźć w Internecie wbijając w Google hasło „Iwan czaj” lub „Koporski czaj”). Ciekawe jest to, że świeże liście wcale nie pachną. Dopiero w czasie fermentacji zaczyna uwalniać się piękny zapach.

                Zrobiłam zapas na całą zimę.

 

Mój dzień bez Koporskiej herbatki jest stracony. Pozbyłam się z domu kupnych herbat, bo zamierzam pić tylko tą najlepszą na świecie, rodzimą, magiczną i samodzielnie zrobioną. Uwielbiam samowystarczalność.

 

Ale to jeszcze nie wszystko o wierzbówce kiprzycy. W Rosji nazywana jest również CHLEBNICĄ lub MIELNICZNIKIEM, ponieważ jej starte korzenie dodawano do mąki, z której wypiekano chleb. Więc jesienią znów pójdę za płot, wykopię kłącza, ususzę, zmielę i dodam do mojego chleba.

                Jeśli kwiaty wierzbówki zalejemy gorącym białym winem, to otrzymamy zdrowotne winko o przepięknym rubinowym kolorze.

 

Kiedy kwiaty przekwitają wydostaje się z nich delikatny puch, z którego w Rosji robiono poduszki i kołdry.

 

Jak więc miałam nie zebrać tego puszku choćby na mały jasieczek?

 

Żałowałam tylko, że nie ma przy mnie jakiejś starej rosyjskiej kobiety, która pokazałaby mi jak się taki puszek zbiera. Byłam cała biała, nie mogłam się go pozbyć z włosów, rzęs i ubrania. Kiedy oczyszczę puszek z liści i innych zanieczyszczeń uszyję najbardziej ekologiczną poduszeczkę na świecie{#emotions_dlg.bravo}

 

Można też robić miód wierzbówkowy, ale to chyba już w przyszłym roku.

                Cieszę się, że mam tą niezwykłą roślinkę blisko. Kiedy przechodzę obok płotu, gdzie rośnie zachwycam się moim skarbem i kłaniam się nisko wierzbówce kiprzycy oraz TEMU, który ją dla nas Słowian stworzył.

              


Jak co roku o tej porze trochę lawendy.

Fajnie się śpi w pokoju, gdzie lawenda się suszy

 

Tu przemalowany na biało mebelek z transferowymi ozdobami.

 

 

Komentarze

Twoję imię

Twój email

Treść komentarza

 

 

Przepisz kod z obrazka token

 

 

Do góry


Strona główna :: Domki Apartament :: Ogród i okolica :: Pasje Marzeny Galeria :: Kontakt :: Cennik :: Opinie :: Kalendarz :: Prawie jak blog

MAGRA